czwartek, 16 kwietnia 2015

Kąpiel słowna od narodzin.

Wiecie jak nienaturalnie brzmi cisza między noworodkiem i matką? -  Jest nieprawdopodobnie smutna.

   Tuż po porodzie, na oddziale zostałam zakwaterowana w sali dwuosobowej. Leżała już na niej mama z jednodniowym maleństwem. Oszołomiona porannymi narodzinami drugiego syna nie mogłam  przestać na niego patrzeć i ....do niego mówić.  "Zasypywałam" go pytaniami, komplementami, wyznaniami i oczywiście opowieściami o tym kim jest, kto na niego czeka w domu, itd. A, że współlokatorka nie rozumiała polskiego, czułam się tym swobodniej i mogłam bez skrępowania pleść co mi ślina na język przyniesie. Nie od razu zorientowałam się, że po drugiej stronie pokoju panuje cisza.

        Nie jest to rozprawa o przyczynach ciszy między tą matką, a jej dzieckiem. A wręcz przeciwnie -  o naturalnym odruchu mówienia do noworodka. 

        Przytulanie i mówienie to pierwsza stymulacja rozwoju naszego malucha. Noworodek nie rozumie treści  naszego przekazu słownego, jednak ton głosu, melodia, modulacja przenoszą coś ważniejszego niż treść - znaczenie uczuciowe. Najlepiej nasze uczucia przekazujemy za pomocą języka ojczystego, o czym powinny pamiętać mamy, decydujące się z "jakiś" powodów na "nie mówienie" do dziecka w swoim języku.

        Od pierwszych dni zanurzamy nasze dziecko w mowie, w profilaktyce logopedycznej mówi się o tzw. kąpieli słownej, czyli mówieniu do dziecka o wszystkim co je otacza, przy okazji codziennych aktywności opiekuna i dziecka: kąpieli, przewijania, przytulania, zabawy .  Napisałam opiekuna, ponieważ" kąpać w słowach" dziecko  powinien także tata, babcia i każdy inny dorosły mający kontakt z maluchem,  co istotne wszyscy używając swojego języka ojczystego.


Dla potwierdzenia tego, jakie to ważne, wyobraźcie sobie sytuacje, że przewijacie, kąpiecie, przytulacie bez słowa!!!


        Słuchanie to pierwszy etap rozwoju mowy dziecka. Dziecko uczy się mówić poprzez naśladownictwo, dlatego warto zadbać o to jak mówimy, a właściwie przyzwyczaić siebie do dbania o język, który chcemy przekazać. Jeśli od początku  unikamy tzw. mowy nianiek, czyli  niepotrzebnego pieszczenia się, czy używania przesadnych zdrobnień, często zrozumiałych tylko dla nas - jak np.: "jaki ty maś nosinek ślićniutki", dbamy o słownictwo, to zdążymy się przyzwyczaić do "nowego" prawidłowego języka, zanim maluch zacznie rozumieć i powtarzać.
        Aby zostać zrozumianym przez niemowlę, nie wolno zapomnieć o modulacji  głosu. Bawmy się w osobistych aktorów naszego dziecka, niech to co mówimy zainteresuje najważniejszego dla nas słuchacza. W naszej mowie nie może zabraknąć wykrzyknień tj. Oooo! Aha!, Uuu..! Ojojoj!, czy wyrazów dźwiękonaśladowczych - brum, brum, bam, bam, mniam, mniam, kap,kap itd. Ja za wartościowe (do około 3 roku życia) uważam również zamienne używanie niektórych neologizmów tj. am, am, opa, kąpu, kąpu... To dzięki uproszczonemu słownictwu dziecko bardzo wcześnie będzie rozumiane przez otoczenie. Rozumienie potrzeb i komunikatów słownych dziecka zachęci je do powtarzania kolejnych, coraz trudniejszych słów oraz do coraz śmielszych kontaktów z otoczeniem.

        Ważne też jest tempo w jakim mówimy oraz prostota wypowiedzi. Z czasem maluch zacznie wyłapywać z naszej mowy, coraz więcej pojedynczych słów, które będzie rozumiał. Zbyt szybkie mówienie do dziecka oraz komplikowanie komunikatów, może sprzyjać opóźnieniom w rozwoju mowy, które często sami rodzice opisują: "moje dziecko mówi dużo, ale tylko w swoim języku". Ważne więc by mówić prostymi zdaniami, używając znanych dziecku słów, powtarzać, zadawać pytania i samemu na nie odpowiadać - np. "Idziemy teraz kąpu, kąpu? Tak, idziemy kąpu kąpu! Teraz będziemy robić kąpu, kąpu!"
        Mówiąc do niemowlęcia, raczej nie używamy zaimków. Mówiąc o sobie mówimy mama, o dziecku - używając jego imienia - "To miś Piotrusia?", "Piotruś chce am, am? "Mama da am, am".

       Mówić do dziecka należy od pierwszych chwil jego istnienia. Jeszcze nienarodzony maluch słyszy głosy rodziców, które po urodzeniu rozpoznaje. Ciepły głos mamy, jej pierwsze słowa na pewno zadziałają kojąco po trudach narodzin. 

       Ile, z tego co mówimy do niemowlęcia ono rozumie? Nie wiem - Jednak niemowlę, do którego mówiono dużo od narodzin rozumie więcej, niż niemowlę, do którego nie mówiono wcale!!!


Mówcie do swoich dzieci! Nie ma cudów: z pustego i Salomon nie naleje!
 

poniedziałek, 16 marca 2015

Przypadłość niemieckiego "r" w polskiej mowie maluchów.






  Mój synek od 4 miesięcy chodzi do niemieckiego przedszkola. Powoli uczy się nowego języka. Jego polski również w ostatnim czasie bardzo się rozwinął. Ma trzy latka, ale prawie wszystkie głoski języka polskiego poprawnie wypowiada, oczywiście w łatwiejszych połączeniach. Pozostała więc tylko „r”.

        I jakie było moje zaskoczenie, gdy pewnego pięknego dnia, z jego ust wydobywa się gardłowe „rchabuś nie kchradnij”. Szok!!!
 
        Jako logopeda zdaję sobie sprawę, że do wymówienia prawidłowego polskiego „r” synek jeszcze nie dojrzał. Nie można jeszcze zacząć wywoływać tej głoski, bo to nic nie da. Gardłowe „r” w języku polskim jest wadą wymowy. W północnych Niemczech „r” wymawia się języczkowo (drga języczek podniebienny), nie gardło. Dźwiękowo wymowa jednego i drugiego „r” jest podobna. Choć „r” gardłowo w wykonaniu mojego syna „aż boli”, a sensie bardziej dźwięczy. Niemieckie "r" jest zdecydowanie prostsze w wymowie, niż polskie, dlatego u dzieci pojawia się ono szybciej. Dotyczy to także "r" francuskiego i angielskiego.

         Co więc robić, gdy u 3 lub 4latka, pod wpływem niemieckiego języka, zauważymy nieprawidłową wymowę głoski „r” w języku polskim. Przede wszystkim należy pamiętać, że dopóki układ mówienia nie dojrzeje na tyle, by dziecko zaczęło wypowiadać ją poprawnie, prawidłowe jest zamienianie jej na „l” – ponieważ język przy wymowie głoski „l”  jest ułożony tak samo jak przy „r” brakuje tylko drgań, na które trzeba poczekać. Normalne jest również jeśli maluch zamienia „r” na „j” ,pomija ją lub wypowiada jednouderzeniowo tzn. koniec języka drga tylko raz, a powinien dwa razy. Takie „r” jest bardzo delikatne i słabo słyszalne.

        Jeśli zauważycie niemiecką wymowę głoski "r" u swojego 3,4 lub 5latek, który do tej pory na przykład zamieniał "r" na "l", powinniście zwracać mu uwagę na nieprawidłową wymowę:

Powtarzamy słowo prawidłowo i oczekujemy, że powtórzy po nas, zamieniając „r” na „l” tj. ”labuś nie kladnij”.

W żadnym wypadku nie należy nakazywać dziecku, by powtórzyło nasze „reranie”, czyli „rrrrrrrr”, bo tego w tym wieku ma prawo nie potrafić. A nasze „uczenie” wymowy „r” może tylko utrwalić nieprawidłowe brzmienie!!!

Co więcej mój 3latek bardzo dobrze rozumie różnicę między polskim „r”, a niemieckim. Pozwalam mu więc śpiewać niemieckie piosenki, w których występuje „r” nie korygując w żaden sposób jego wymowy. Jednak za każdym razem, gdy wypowiada polskie słowo z niemiecko brzmiącym "r" powtarzam po nim, oczekując, że i on je wypowie  zamieniając "r" na "l" lub "j", pominie "r" lub wypowie je jednouderzeniowo - czyli w jeden ze sposobów, które w tym wieku są normą.

Napisałam wyżej "powtarzam po nim, oczekując" - ponieważ rzadko mówię do dziecka "powtórz" (dzieci tego po prostu nie lubią i jest to dla nich irytujące). Moje powtarzanie jest jednak bardzo "namolne" tzn. powtarzam słowo do skutku, nie pozwalając mu kontynuować wypowiedzi, aż powtórzy. Po kilku razach maluch wie już czego od niego oczekujecie powtarzając po nim. Jeśli powtarza po was nadal nieprawidłowo, powtarzając słowo sami zamieńcie "r" na "l".

  U dzieci starszych po 5. roku życia w polskiej mowie „r” powinno brzmieć prawidłowo. Jeśli tak nie jest i pojawia się niemieckie „r” należy skonsultować się z polskim logopedą, by nieprawidłowa wymowa nie utrwaliła się - oczywiście, jeśli zależy nam na  poprawnej polszczyźnie naszego dziecka. Pamiętajcie również, że wady w wymowie z wiekiem jest coraz trudnij skorygować!

A teraz podsumowanie tego co radziłam powyżej po ponad 1,5 roku od napisania postu.

Wojtek ma już 4,5 roku i prawidłowo wypowiada "r" po polsku. Poprawia tez mamę i tatę, gdy nieprawidłowo wymawiają niemieckie słowa z polskim "r" Niestety do opanowania prawidłowej wymowy polskiego "r" potrzebne były ćwiczenia logopedyczne, które prowadziliśmy przez około 2 miesiące. Potem były wakacje w Polsce, a po powrocie niespodzianka dla rodziców - polskie "r" w wymowie synka :)

Podsumowując - to co każdy rodzic może zrobić dla wymowy polskiego "r", to zastosować się do przedstawionych rad. Nie radze samemu wyszukiwać w internecie terapii logopedycznej i jej stosować, bo nie przyniesie to żadnego pozytywnego efektu. Za to polecam kontakt z polskim logopedą. Jeśli będziecie sumiennie ćwiczyć, ściśle według wskazówek logopedy wystarczą nawet 3,4 spotkania by uzyskać cel. Oczywiście, jeśli na przeszkodzie polskiego "r" nie staja inne np. anatomiczne przeszkody.

 Kilka waszych pytań (inspirujących) i moich komentarzy i odwrotnie ;)

Ja: Zastanawiam się czy w ogóle możliwe jest samoistne pojawienie się polskiego "r", gdy tylko mama rozmawia z dzieckiem po polsku?
Wy:juhu! krotko po 6-tych urodzinach "przyszło" polskie R. Lepiej brzmi niż L. Również mieszkamy w De, ale cieszy mnie każdy krok do przodu w jęz. polskim. Niemiecki nie cierpi przy tym, bo niby dlaczego miałby? ...Pojawiło sie samoistnie / tylko mama zrodlem PL - wszystko jest mozliwe

Wy: moje nie potrafią, niestety (chociaż jak im każę zamieniać R na L to robią)
Ja: Z tym zamienianiem R na L, chodzi o to, aby maluch nie używał R z innego języka w polskim. U starszych dzieci dwujęzycznych po 5,6 r. ż, nie wiem czy istnieje sens wprowadzania takiej zamiany. To obcobrzmiące r jest już bardzo utrwalone i jeśli nam zależy, pomóc może już raczej tylko logopeda. Pisząc ten post chodziło mi o taką pierwszą, rodzicielską pomoc, gdy tylko zauważymy, że w polskim pojawia się obcobrzmiące R, co my jako rodzice możemy zrobić, aby jeszcze bez konsultacji z logopedą naprowadzić malucha na prawidłową wymowę...Warto też pamiętać, ze przecież przy planowanej wizycie w Polsce można poszukać dobrego logopedy i po prostu wcześniej z nim porozmawiać o tym jaki mamy problem i czego oczekujemy na wizycie - nie terapii, ale pokazania prostych ćwiczeń mamie i dziecku, które mogą pomóc w prawidłowej wymowie. Nie są to trudne ćwiczenia, ale nie można o nich przeczytać, czy obejrzeć ich na tutorialu Trzeba ich się samemu nauczyć, by móc nauczyć dziecko.

Wy: a i co potem? Tzn co jak nauczy się zamieniać? To polskie R samo się pojawi?
Ja: Powinno się pojawić w momencie, gdy narządy mowy będą już na tyle sprawne, by było to możliwe (oczywiście jeśli nie ma innych problemów z anatomią narządów mowy) Z zamianą na L możemy "pociągnąć" nawet do 6, czy 7 roku życia. Jak przeczytałam przed chwilą w artykule Pani dr E.Krajny wymowa polskiego R wcale nie jest taka trudna i dopóki mamy do czynienia z zamianą, możemy uznawać to za normę.


środa, 11 marca 2015

Zagrajmy w stikeezy!

        Akcja Lidla trwa w Niemczech w najlepsze, "zachęcając" wszystkich rodziców do zakupów w tej sieci. Udane zakupy, przy kasie przypieczętuje bezcenny uśmiech dziecka, któremu kasjerka wręczy paczuszkę ze Stikeezem. Na ten marketingowy chwyt i ja się łapię, jako matka Przedszkolaka i Polka, która w Lidlu kupuje chleb

Ale już jako mama - nauczycielka ucząca czytać swoje i nie swoje pociechy w wieku przedszkolnym wykorzystałam te małe gumowe potworki przyssawki do swoich własnych (mniej niecnych) celów

Zobaczcie jak:



Oczywiście najwięcej radości sprawia gra w większym gronie Przedszkolaków. Każda z poniższych gier, to zwykła ściganka - kto pierwszy ten lepszy. Mi chodziło o powtarzanie i utrwalanie sylab lub ćwiczenia w czytaniu, dzieciom głównie o skakanie po polach i dźwięk "pyk, pyk, pyk", który uzyskujemy poprzez za laminowanie kartki z grą
W związku z tym, że graliśmy w te gry około roku temu, nie posiadam zdjęć z naszych zajęć. Do napisania zaś postu zmobilizowała mnie  Głoska i akcja Lidla.  Ale obiecuję, że kolejne  roczniki Przedszkolaków, które rozpoczną przygodę z czytaniem po polsku, utrwalimy na cyfrówce, jak grają w Stikeezy!!!






A tak my graliśmy w Stikeezy na ostatnich zajęciach:







Gra sprawdza się zarówno przy utrwalaniu pierwszych sylab, jak i przy czytaniu kilkusylabowych wyrazów :)

wtorek, 3 marca 2015

"Stary niedźwiedź mocno śpi"

Każdy zna zabawę "Stary niedźwiedź mocno śpi", prawda? Zobaczcie filmik z naszych zajęć :)

 "A myśleli, że nie umiem bawić się w starego niedźwiedzia"

piątek, 20 lutego 2015

Bingo!!!

         Czas zacząć nowy dział Przedszkolaków, do którego zabieram się już od jakiegoś czasu. W ramach  spotkań Przedszkolaków w Elmshorn, odbywają się nie tylko zajęcia grupy zabawowej. Raz w tygodniu, od ponad roku, Przedszkolaki spotykają się by uczyć się czytać w języku polskim metodą symultaniczno - sekwencyjną J. Cieszyńskiej.
Więcej na temat tego, dlaczego uczymy się czytać właśnie tą metodą znajdziecie tutaj: "Uczymy się czytać sylaby".

W nowym dziale mojego bloga chciałabym podzielić się z Wami pomysłami na zabawy, gry, pomoce oraz publikacje, które można wykorzystać ucząc dziecko metodą J.Cieszyńskiej. Pragnę zaznaczyć, że nie jestem absolwentką uczelni krakowskiej, a gdańskiej, gdzie prym w nauce czytania wiodła/wiedzie? Metoda Dobrego Startu M.Bogdanowicz.

Na początek połączenie gry w "Bingo" i "Loteryjkę" - specjalnie dopasowane do naszych potrzeb :)

Nasze "Bingo" już nie sylabowe, bo na tym etapie to "prościzna" dla Przedszkolaka z Elmshorn, a więc "Bingo wyrazowe"

To zabawy potrzebne będą:
* podzielone na prostokąty plansze z wyrazami (utworzonymi z liter i sylab, które dzieci znają);
* te same wyrazy, co na planszach nadrukowane na różnokolorowe kartoniki



Dla ułatwienia pusta karta z prostokątami do wydrukowania na kolorowych kartkach:


Zbiór wyrazów (warto by pośród tych trudniejszych znalazły się na zachętę także te, które dziecku nie sprawią żadnych trudności):
koza, Ela, oko, fotel, kasa, fasola, woda, patyk, motylek, pies, Ola, dom, Alek, figa, Izabela, maska, gazeta, papuga, foka, Ula, gil, kotek, kula, paliwo, kogut, fusy, kolega, lisy, Iza, kos, Olek, guma, ufoludek, lisek, soki, sobota, sowa, Ala, kot, zamek, waga, sylaby, lody, buty, samolot

Podobnie oczywiście można się bawić używając pojedynczych sylab, wyrazów nieznaczących zbudowanych z utrwalanych sylab: memi, momi, memy, mamu ....

Na potrzeby uatrakcyjnienia gry, zasady polegają na kolejnym losowaniu przez dzieci kolorowych karteczek i odczytywaniu wyrazu. Dziecko, które na swojej planszy ma odczytany wyraz musi jak najszybciej krzyknąć "BINGO!". Kto pierwszy zbierze wszystkie wyrazy ten wygrywa!

A tak w Bingo grały Przedszkolaki. Zobaczcie sami, ile radości i satysfakcji sprawia dzieciom umiejętność czytania.















niedziela, 25 stycznia 2015

Poświąteczne zdobycze książkowe dla Przedszkolaków.


    Każda świąteczna, jak i wszystkie inne wizyty w Polsce wiążą się dla mnie ze szperaniem w księgarniach w poszukiwaniu książek, które koniecznie mój Przedszkolak na emigracji musi poznać.

Przy okazji wcześniejszych postów na temat czytania, zachęcałam Was do inwestowania przede wszystkim w dziecięcą klasykę:
Co czytać dzieciom?

"Przygody Koziołka Matołka", "Awantury i wybryki małej małpki Fiki-Miki"

Wiersze Tuwima, Brzechwy dla Maluchów

Wierszyków kilka Michała Rusinka

                                   ... i ostrzegałam przed wybieraniem "1000 baśni w 1".


 Atlas świata dla Przedszkolaka

Od jakiegoś czasu w naszym posiadaniu jest atlas dla dzieci wydawnictwa Dwie Siostry "Mapy". Ta książka zainteresuje już 3 latka, którego do pytań o kraje i kontynenty zainspirują przepiękne ilustracje Aleksandry i Daniela Miezielińskich. W książce zamieszczonych jest 51 map, na których znajdują się niezliczone ilustracje, szczegóły i ciekawostki, które przeniosą młodego podróżnika w najbardziej egzotyczne miejsca na świecie. Z punku widzenia logopedy,pedagoga i matki na emigracji, to skarbnica nowych słów. W zależności od wersji językowej może służyć do rozwijania słownictwa wybranego języka. Wzbogaca wiedzę na temat świata i dwóch ważnych krajów w życiu mojego dziecka. Doskonale skupia uwagę dziecka na szczegółach, rozwija percepcję wzrokową, motywuje do zadawania pytań. Książkę w wersji niemieckiej można kupić na amazon.de





A co upolowałam ostatnio?

                                 Joanna Papuzińska "Nasza mama czarodziejka"
- to jedna w pierwszych książeczek, które samodzielnie przeczytałam, teraz trochę z sentymentu sprezentowałam ją synkowi. Mąż, nieco zazdrosny, od razu pytał - czemu nie kupiłam czegoś o tacie - czarodzieju ;)
Książka ta, to zbiór opowiadań o całkiem zwyczajnej mamie, która potrafi zawsze pomóc swoim dzieciom. Naprawi rożek księżyca, obity, gdy ten za nisko zszedł nad miasto, zaceruje Wielkoluda, a potwora na nakarmi sałatą. Pięknie ilustrowane nowe wydanie opowiadań J. Papuzińskiej, które powstały w latach 60-tych. Polecam dla starszych przedszkolaków od 4 roku.

 
Wydanie, które czytałam jako dziecko.
Wydanie z 2011 roku.




















                                          Od prababci i pradziadka w prezencie gwiazdkowym - 
Ks. Jan Twardowski "Ksiądz Jan Twardowski dzieciom. Opowiadania"

Jako gwiazdkowy prezent od prababci i pradziadka Wojtuś dostał pięknie wydane opowiadania Księdza Twardowskiego, których przyznam się, nigdy wcześniej nie widziałam. Jak się okazuje dwutomowy zbiór utworów dla dzieci został wydany przez wydawnictwo Nasza Księgarnia z okazji 100 urodzin Księdza Jana, które  obchodzimy w 2015 roku. Tom pierwszy zawiera ponad sto opowiastek uczących szacunku dla innych istot, zachwytu przyrodą, szukania sensu i radości życia.To także doskonały wstęp do edukacji religijnej i tłumaczenia podstawowych wartości chrześcijaństwa, napisanych w piękny i przystępny sposób. Zdecydowanie dla starszych przedszkolaków od 4 - 5 roku życia.


Dla Babci, która chce ciekawie bawić się ze swoimi wnukami. - Marta Bogdanowicz "Przytulanki, czyli wierszyki na dziecięce masażyki"

Otóż właśnie, zamawiając książki dla nas, zamówiłam także tę, którą my z Wojtkiem znamy od jakiegoś czasu. Zamówiłam ją dla babci Wojtka! Ten zbiór rymowanek ma służyć nie tylko małym, ale i dużym w radosnej zabawie, nawiązaniu ciepłego i bliskiego kontaktu między dzieckiem, a dorosłym. Wiele z umieszczonych w książce rymowanek, babcie na pewno pamiętają z własnego dzieciństwa lub z zabaw ze swoimi dziećmi.




 Książka i słuchowisko "Piotruś Pan" Barrie James Matthew,
 tłum. Tamara Michałowska,wyd. Siedmiogród 2012

W życiu mojego już nie tak małego syna, zaczął się ostatnio okres "piratów". Trzeba więc było poszukać lektury, która jeszcze bardziej rozbudzi wyobraźnię. Nadał się "Piotruś Pan" i doskonale opracowane dla 4 latka wydanie wydawnictwa Siedmiogród ze słuchowiskiem na płycie. Słuchowisko sprawdziło się wspaniale w powrotnej drodze z Polski do Niemiec, przy tym nagrane jest wyjątkowo starannie, wciągnęło nawet mamę i tatę w świat Piotrusia Pana. Za tym wydaniem przemawia także polskie tłumaczenie, specjalnie dostosowane do małych dzieci oraz ładna oprawa graficzna.  Darmowy fragment publikacji